Wędzony miętus

Wczoraj wędziłem wędliny na Święta, a wcześniej naszła mnie myśl, aby uwędzić miętusy z jesiennych połowów, które leżą w zamrażarce i wreszcie trzeba je jakoś przyrządzić do zjedzenia.
Jak pomyślałem tak i zrobiłem:
Miętusy dzień wcześniej rozmroziłem. Wymyłem i położyłem aby obciekły z wody w durszlaku.
Następnie posoliłem, popieprzyłem i skropiłem cytryną w misce i odłożyłem do lodówki prawie na dobę aby przeszły przyprawami.
Rano rozpaliłem pod wędzarnią. Rybki wyjąłem z lodówki i wylałem z miski pozostałość po przyprawach. Wlałem do ryb odrobinę oleju i wymieszałem. Włożyłem rybki do nagrzanej wędzarni.
Podpalałem około 1 godziny, a że musiałem wyjechać pozostawiłam je w wędzarni aby doszły i wystygły.
Gdy przyjechałem rybki były uwędzone, ale na mój gust to za bardzo je wysuszyłem za bardzo odparowały.
Są bardzo dobre ale myślę że gdybam je pilnował i wyjął po uwędzeniu to były by o wiele lepsze.
Dołączyłem kilka zdjęć. Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt.

     

Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat. | Otagowano | Dodaj komentarz

Jesienne miętusy cz. 2

Jesienne miętusy cz. 2

Obiecałem ostatnio, że opiszę następną wyprawę na jesienne miętusy,więc to czynię. W poprzednim opisie napisałem prawdę, bo sięgnąłem po przez siebie wyhodowane żywce. Oj dostało mi się. I koledzy mieli rację przepisy są po to by je przestrzegać. Tym razem pojechałem specjalnie wcześniej i złowiłem kilka oklei na łowisku, czyli w Sanie.

Opisując tą wyprawę zastanawiam się czy aby tym razem bym był też w porządku, bo syn mnie namówił na wędkowanie nad Tanwią. Chociaż chyba było by zgodnie z przepisami, bo te rzeki są połączone – Tanew jest dopływem Sanu. Za namową syna podjechałem nad Tanew, a tam światełek jak bym widział świetliki w lecie. Z jednej strony i drugiej naliczyłem ze sześć i to w tych najbardziej atrakcyjnych miejscach. Byłem totalnie zaskoczony, bo pogoda jak w lecie pomyślałem, że kto by się wybrał na miętusa w taką pogodę. A tu szok i myśl nie jesteśmy sami szaleńcy. Podszedłem bliżej, koledzy rzucają na żywca z gruntu. Zapytałem na co i zobaczyłem. Zagadałem chwilę i wycofałem się. Pojechałem na swoje łowisko, a było to już około 17- stej. Na szczęście na łowisku nie było nikogo chociaż tliło się ognisko czyli znak, że ktoś wędkował w dzień. Nawet mnie to ucieszyło, bo mieliśmy gotowy ogień tylko dołożyć do niego.

Rozłożyliśmy sprzęt i jak zwykle łowimy metodą gruntową tym razem na fileta.
Pogoda jak wcześniej pisałem piękna, to znaczy piękna na spacer, bo ciepło jak na tę porę roku i spokojnie niebo wygwieżdżone, a księżyc prawie w pełni. Chyba nic z tego pomyślałem i dorzucam drew do ognia.

Przez prawie trzy godziny nic się nie działo. Przerzucaliśmy wędki na prawo, na lewo z nurtem pod nurt. I nic. Wędki stoją jak zaczarowane. Około 20.30 Adam wyjął bez większych trudności i wyraźnych oznak o braniu pierwszego miętusa 37 cm. No nareszcie może coś się ruszy. Moje wędki dalej stoją bez ruchu coś tam drgnie, ale to chyba nurt. Trzeba sprawdzić te wędki pomyślałem i zacząłem zwijać. Nagle czuję opór i to jaki przyciągam zdobycz bliżej w świetle latarki, nie mogłem rozpoznać bo ryba robiła młynki. Podebrałem ją podbierakiem i dopiero na brzegu zobaczyłem ją w pełnej krasie. Był to miętus na oko oceniłem 50 cm po zmierzeniu 48cm. Piękny okaz jak na mój nie długi staż połowów tej ryby.

Dorzuciłem do ognia by podgrzać co nieco, bo rybki zaczęły brać to się trochę posiedzi, a nad wodą jeść się chce. Po kolacji w niedługim czasie syn złowił jeszcze dwa miętusy w tym jeden krótki.
Od czasu złowienia ostatniej ryby, posiedzieliśmy jeszcze z godzinę i zdecydowałem, że się zwijamy, bo ryby przestały brać a i zaczęło robić się późno. Do domu wróciliśmy zadowoleni no i z rybami oraz zdjęciami z wyprawy.

 

Zaszufladkowano do kategorii Wędkarskie przygody. | Otagowano | Dodaj komentarz

Jesienne miętusy

Jesienny miętus

W tym roku jesień jest nie typowa, długo było ciepło, a później mroźno. Nie ma szarug jesiennych i brzydkiej pogody takiej jak lubią jesienne miętusy.

To też nie sprzyjało wyprawom na miętusa. Akurat tydzień temu planowałem wyjazd na miętusa, było mroźnie, więc może woda się schłodziła i będą brania. Ale los człowieka jest taki jaki jest, nagle dostałem silnej gorączki no i trzeba było się kurować i cieszyć się widokiem płomieni ognia z kominka.
Ostatni piątek przed Świętem Zmarłych postanowiłem pojechać chociaż było w marę ciepło co tej rybie nie pomaga w żerowaniu.

Po pracy pojechaliśmy na nasza „Formozę”- domek na wsi. Tam też trzymamy sprzęt i auto na wyprawy wędkarskie. Mamy też staw, w którym mamy karasie i inne rybki przydatne na żywca i fileta.
Po złowieniu kilku rybek i zapakowaniu sprzętu, pojechaliśmy nad łowisko gdzieś po 17-stej, gdzie już zmrok się robił, więc szybko rozkładaliśmy sprzęt. Ja postanowiłem łowić na żywca, ustawiłem dwie wędki jedną zarzuciłem pod prąd z lewej strony, a drugą z prądem z prawej. Adam zarzucił na fileta i drugą na rosówkę. Na początku nic się nie działo wokół cisza ani jednego wędkarza. Słychać tylko jak bobry obrabiają wierzby. Dla zabicia czasu rozpaliłem ognisko i czekamy na brania. Gdzieś po 20-stej Adam melduje że ma rybkę, jest pierwszy miętus 39 cm, nie duży, nie mały, taki sobie. Po jakimś czasie sprawdzam moją wędkę tę pod prąd rzuconą no i jest mietusik taki 25-27 cm nie mierzyłem, bo wypuściłem, ale wziął na fileta.

Ponieważ było trochę adrenaliny więc postanowiłem podgrzać kiełbasę.
Było to pierwsze ognisko, ryby oraz smaczne kiełbaski, ale niestety pogoda nie sprzyjała braniom. Po zjedzeniu kolacji posiedzieliśmy jeszcze trochę bo do 22.00 i postanowiliśmy wracać. Myślę, że uda nam się tej jesieni jeszcze coś złowić większego. Pozdrawiam i być może opiszę następną wyprawę.

 

Zaszufladkowano do kategorii Wędkarskie przygody. | Otagowano | Dodaj komentarz

Odbyły się Zawody o Największą Rybę w Kole nr 50 ,,Ciepłownik” w Stalowej Woli

Zawody towarzyskie Największa Ryba w kole nr 50 ,,Ciepłownik” odbyły się zgodnie z planem na zbiorniku ,,Warchoły”w dniu 07.09.2014r. Frekwencja jak widać nie dopisała a szkoda bo nagrody były niczego sobie.W zawodach wzięło udział 11 kolegów. W tym dniu była piękna pogoda. I myślę że koledzy wędkarze są również grzybiarzami więc wybrali pewnie tę formę odpoczynku. Ryba w tym dniu nie brała jak zwykle na zawodach. Mimo to kolega Płatnerz Andrzej złowił piękną płoć i ona przyniosła mu zwycięstwo. Nagrodziliśmy również najmłodszego uczestnika a był nim Jakub Mścisz który dzielnie łowił okonie. Po dekoracji zwycięzców, Gospodarz zaoferował wspólny posiłek. Po posiłku pożegnaliśmy się i obiecaliśmy spotkanie na zawodach pod lodowych.

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | Otagowano | Dodaj komentarz

Węgorz w sosie kurkowym

W połowie lipca wybrałem się na nieodległe łowisko Warchoły. Na początku zacząłem łowić uklejki z myślą o drapieżniku. Tego popołudnia postanowiliśmy połowić trochę dłużej czyli tak gdzieś do 23-ciej.
Węgorza bo o nim chcę pisać i z niego przygotowałem to smaczne danie złowiłem o 22 na żywca -uklejka z gruntu L-75 wagi nie znam. Tym razem nic więcej nie złowiliśmy.
W nocy wróciłem do domu no i oczywiście trzeba było go oczyścić-t/z zdjąłem z niego skórę i wyczyściłem wnętrzności i opłukałem.
Czystą rybę podzieliłem na dzwonka posoliłem ,popieprzyłem ,skropiłem cytryną i odstawiłem do lodówki. Na drugi dzień rano pomieszałem rybę i włożyłem z powrotem do lodówki. Pomyślałem że na obiad będzie węgorz,a że poprzedniego dnia nazbierałem kurek to zrobię go w sosie  kurkowym.

Mój przepis na sos z kurek:
1.Kurki
2.Cebula
3.Mąka
4.Sól
5.Pieprz
6.Magii
7.Masło
8.Śmietana 18%
Kurki oczyszczone i umyte kroimy na cząstki wrzucamy do garnka dodajemy łyżkę masła przekrywamy i na ogień.
Gdy kurki puszczą soki i się gotują dodaję,cebulę, pieprzę i solę oraz dodaję magii do smaku.
Całość co jakiś czas mieszam na małym ogniu.Częściowo odkrywam aby odparował nadmiar wody.
Gdy stwierdzę że grzybki są dosyć miękkie dodaję śmietanę z odrobiną mąki.
Duszę całość jeszcze jakiś czas gdy stwierdzę że sos jest gęsty zmieszam ogień do minimum.
Rybę jak wcześniej opisałem przygotowaną obtaczam w mące i wkładam na patelnię z roztopionym masłem klarowanym.
Smażę na złoty kolor a może i bardziej.
Usmażoną rybę układam na ręcznikach jednorazowych aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu.
Rybę podałem ułożoną na liściach sałaty z kurkami i pieczywem białym. Węgorz w sosie kurkowym
Smacznego !!!
Mojej rodzinie smakowało bardzo więc myślę że Wam także będzie. Pozdrawiam !!!
Dołączyłem kilka zdjęć do podglądu.

Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat. | Otagowano | Dodaj komentarz

Spławikowe Mistrzostwa Koła Nr 50 Ciepłownik Stalowa Wola

W dniu 25.05.2014r zgodnie z terminem wcześniej ustalonym i podanym do wiadomości odbyły się Spławikowe Mistrzostwo Koła PZW Nr 50,,Ciepłownik” Stalowa Wola na zbiorniku Janów Lubelski.
Tym razem pogoda dopisała, było trochę wietrznie ale świeciło słońce czyli pogoda wymarzona. W zawodach wzięło udział 15 kolegów w tym 2 juniorów. Zawody rozpoczęły się odprawą zawodników i sędziów oraz uczciliśmy nagłą śmierć Kolegi Maślacha Bogusia minutą ciszy.
Start zawodów godzina 8/15 zakończenie 11/15, jedna tura. Podczas kontroli terenu i zawodników było widać że ryba bierze.
I gdy przyszedł czas ważenia i liczenia okazało się to prawdą.W kategorii Seniorów ryby złowili i tytuły zdobyli: I-miejsce Mistrz Koła kol. Krzysztof Grzesik 3200 punktów, II miejsce i tytuł Vice -Mistrza kol. Ryszard Kret 2600 punkty, III miejsce kol,Cagara Paweł 2020 punkty. W kategorii Juniorów: I miejsce i tytuł Mistrza zdobył kol. Cagara Wojciech 2020 punktów .Dyplom i nagrodę otrzymał najmłodszy uczestnik Kuba Mścisz pięcio- latek który dzielnie wtórował Tacie.
.Po zważeniu i policzeniu ryb pogratulowano zwycięzcom i wręczono dyplomy, medale i puchary. Po dekoracji zwycięzców jak zwykle odbyła się konsumpcja potraw przygotowanych przez Gospodarza Koła. Podziękowania szczególne należą się Zarządowi Kola nr 6 w Janowie Lubelskim za udostępnienie akwenu i pomoc przy organizacji zawodów oraz udostępnienie miejsca na biwak.Oraz wielkie dzięki za życzliwość.
Prezes w imieniu Zarządu Koła podziękował uczestnikom zawodów i zaprosił na następne zawody.

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | Otagowano | Dodaj komentarz

Odbyły się Zawody Rozpoczęcie Sezonu 2014

W dniu dzisiejszym t/j 11.05.2014r na zbiorniku ,,Klonowe”” odbyły się Zawody Towarzyskie ,,Rozpoczęcie Sezonu 2014r w Kole Nr-50 ,,Ciepłownik”” Stalowa Wola.Do udziału zgłosiło 20 kolegów w tym jeden Junior. Zawody rozpoczęły się odprawą na której uzgodniono regulamin wędkowania i czas oraz ustalono, że ryba złowiona po zważeniu będzie puszczona do wody. Ustalono, że odbędzie się jedna tura od 8/00 do godz-11/00. W tym czasie organizatorzy -Gospodarz Koła przygotowywał gorący posiłek. Sędziowie sprawdzali stanowiska i pilnowali by zawody odbywały się zgodnie z regulaminem i wcześniej ustalonymi zasadami. O godz 11/00 zakończono zawody i podczas ważenia i liczenia ryb stwierdzono, że w kategorii Seniorów I miejsce zajął kol. Mieczysław Kania.Pozostali Koledzy nie złowili ryb w ogóle lub nie miały wymiaru. Wymieniony kolega otrzymali dyplom i puchar oraz nagrodę rzeczową – podbierak. Po udekorowaniu zwycięzcy nastąpiła część nieoficjalna czyli poczęstunek przygotowany przez Gospodarza koła.Pogoda, humory i apetyt dopisały z czego ja i zarząd się cieszy. Dołączam zdjęcia z tej imprezy. Pozdrawiam i do zobaczenia w dn-25.05.2013 na Spławikowych Mistrzostwach Koła.

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | Otagowano | Dodaj komentarz

Miętus – łowienie w marcu

Czekałem na pierwszy marca z niecierpliwością. Pogoda w tym roku nieco inna niż rok temu, no cóż każda pora jest dobra gdy są chęci i chce się wyjść z domu aby poszukać dorszowatego. Miętus – łowienie w marcu
Zbierałem się do opisu tych weekendowych wypadów na miętusa i trochę jakoś nie bardzo mi to szło.
Dzisiaj jednak postanowiłem opisać co nieco co czynię. Zawsze chciałem sprawdzić czy w rzece Tanew w Ulanowie są miętusy. Postanowiłem przekonać się w tym sezonie. Wyjechaliśmy na t/z rekonesans do Ośrodka Szkoleniowo -Wypoczynkowego Tanew hotel ,,Galicja”.

Na przeciwko Hotelu jest zapora na rzece Tanew ale od lat nie używana. Przed zaporą w stronę ujścia jest próg za którym woda spada z impetem i nabiera szybkości.
Właśnie tam rzucając przynętę w oddali od zawirowań w spokojny nurt spodziewam się miętusa.
Z tym przekonaniem wróciłem do domu. W czwartek na cotygodniowym dyżurze w Kole moja przygoda z miętusem na Tanwi się skończyła.

Kolega Jarek Skarbnik świeżo po powrocie z Okręgu oznajmił że rejestry na wody Okręgu Zamość są nieważne bo niema porozumienia między Okręgami o wzajemnym wędkowaniu.
Chyba że w najbielszym czasie nasze dzielne Zarządy Okręgów się dogadają.
No cóż może nie jestem jeszcze doświadczonym wędkarzem w dziedzinie połowu miętusa ale mam klika zastępczych miejsc i tam postanowiliśmy pojechać w najbliższym czasie.

Wybraliśmy pewne miejsce gdzie jesienią miętusy brały i są na pewno bo niektórym darowaliśmy życie.
Przez Mistrzostwa w skokach narciarskich nasze wypady są opóźnione no ale w końcu dotarliśmy nad naszą ulubioną rzeczkę. Adam postanowił sprawdzić w dole za spiętrzeniem bo twierdził że miętusy z tych kamieni tworzących próg muszą wychodzić na żer. Ja zarzuciłem w górę z drugiej strony też z tą samą nadzieją. Po godzinie zasiadki Adam stwierdził że w dole rzeki jest zbyt niski stan wody i zmienia miejsce na stare wypróbowane. U mnie w tej godzinie był dwa brania ale puste zacięcia. Musiał się bawić jakiś podrostek. W końcu i ja postanowiłem zmienić miejsce. Zwinąłem sprzęt do auta i przejechałem w miejsce bliżej Adama.

Od nowa wyjmowanie sprzętu i zejście nad wodę. Doszedłem do rzeki a tu miła wiadomość jest dorszowaty pierwszy dzisiaj. Zrobiłem mu zdjęcie telefonem i właśnie jego widok dołączyłem do relacji z wypadu. Posiedzieliśmy jeszcze dwie godziny, ponieważ nie było żadnych brań a zimno zaczęło nas przenikać wróciliśmy do domu z nadzieją na lepsze brania w następny weekend.Pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii Wędkarskie przygody. | Otagowano | Dodaj komentarz

Rzeka Bukowa – pstrągi

Ta sobota okazała się pięknym dniem. Od rana nie padało i były przebłyski słońca. Szkoda siedzieć w domu. Wrzuciłem wędkę do auta i pojechałem nad moją ulubioną rzekę.

Rzeka Bukowa – pstrągi
Nad tą rzeczką spędziliśmy z rodziną piękne chwile. Było to dawno gdy dzieci były małe. Rzeka ta żyła a brzegi były oblegane przez ludzi kąpiących się i korzystających z cienia olch porastających brzegi. Bukowa bo o tej rzece mowa jest jedną z tych rzek, które znam dobrze bo przeszedłem ja kilka razy od Jastkowic pod Momoty w woderach. Jako młody początkujący wędkarz gdy Bukowa nie była wodą górską, łowiłem w niej piękne płocie,okonie,jelce.Trafiały się pstrągi i nawet lipień.W pewnym czasie rzeka ta została przegrodzona progami z kamieni prawie przy ujściu. Zrobiono z niej rzekę górską i pozostawiono samą sobie. Podejrzewam, że przegrodzenie progami to jest jedną z przyczyn tak małej ilości ryb w tej rzece. Na pewno spowodowało to spadek migracji ryb. Ryba może wejść tylko przy dużej wodzie w Sanie. Okoliczna ludność też nie stosuje przepisów PZW.
Wiem że PZW Tarnobrzeg od czasu do czasu zarybia ją pstrągiem potokowym. Jednak jest to kropla w morzu potrzeb.
W sobotę przeszedłem odcinek wzdłuż brzegu od mostu w Łążku w górę. Woda pieką, czysta nie za wysoka. Postanowiłem porzucać woblerem. Ja nie jestem spinningistą ale z wędką nad rzeką jakoś raźniej. Obrzuciłem kilka miejsc gdzie moim zdaniem powinien siedzieć kropkowany. W pewnym momencie podczas zwijania poczułem opór.Złowiłem pięknego pstrąg potokowy około 30 cm. Niestety wysoki brzeg i waleczność ryby zrobiły swoje. Rybka się spięła i tyle ją widziałem. Może to i dobrze bo nie miałem dylematu czy jej zrobić zdjęcie i wypuścić, czy zrobić zdjęcie i opisać jak smakowała usmażona.
Przeszedłem jeszcze trochę bo muszę powiedzieć nie jest to spacer alejką. Czasem trzeba się przedzierać, brzegi rzeki są porośnięte jeżyną i krzewami różnej maści. Mnóstwo powalonych drzew przez bobry . Ale piękne widoki i zmęczenie na świeżym powietrzu to jest to. Polecam bardzo wiem że w wodzie została ryba więc jest po co wracać. Pozdrawiam kolegów.

 

Zaszufladkowano do kategorii Wędkarskie przygody. | Otagowano | Dodaj komentarz

Pierwsza ryba

Dzisiaj trochę zelżało, a z resztom i tak planowaliśmy wypad na podlodówkę. Na łowisko dojechaliśmy w samo południe z nadzieją na gruby lód i kilka dziur w lodzie by nie robić nowych. Wiadomo zima to wieje i mrozi choć miałem nadzieję, że faktycznie będzie trochę cieplej i tak było zamiast minus 14 minus 6, ale wiało nie miłosiernie.
Lód szczęśliwie okazał się gruby jakieś 15 cm a otworów też było kilka. Dobry znak można bezpiecznie wejść. Mimo to zrobiłem kilka otworów bliżej brzegu z nadzieja na okonie. Zaczęliśmy łowić właśnie tu w moich otworach -przynęta ochota na mormyszce w kształcie łezki. Głębokość około 2,5- 3m. Po godzinie łowienia przeszliśmy na dziury po środku zbiornika.Ta sama metoda i te same przynęty. Głębokość jakieś 7m-źle się łowi, tym bardziej przy wietrze. Po kilkudziesięciu minutach Adaś ma branie no nareszcie jest rybka, okoń niewielki -jest pierwsza rybka, można wracać do domu bo nie o kiju. Łowiliśmy do 15-stej zmienialiśmy miejsca, ale to nic nie pomogło. Wróciliśmy do domu z nadzieją że za tydzień będą lepsze brania i lepsza zabawa.Ten pierwszy raz tego roku zaliczyliśmy na plus. Pozdrawiam .

Zaszufladkowano do kategorii Wędkarskie przygody. | Otagowano | Dodaj komentarz