Dwie wyprawy zero ryb.

2018-03-05

W tym tygodniu mrozy dały o sobie znać, trzeba to wykorzystać i powtórzyć wypad na podlodówkę z ostatniej soboty.
Wzięliśmy sprzęt i jazda na łowisko.
Zboczyłem z trasy by sprawdzić w jakim stanie jest nasze łowisko miętusie, ponieważ czas na marmurki już jest no i pogoda sprzyja.

Niestety San zamarznięty na tyle że nie powędkujemy wieczorem. Muszę pomyśleć i pojechać nad inną mniejszą rzeczkę.
Na łowisku byliśmy niestety już po 12-stej, Na stawie i obok ruch koledzy z koła opiekującego się wodą szykują łowisko na zawody.
Pojechałem na to miejsce gdzie tydzień wcześniej były piękne brania.
Wywierciliśmy kilka dziur pod-nęciliśmy i postanowiłem sprawdzić przyrządem iBobber -echosondą czy rybki kręcą się w okolicy otworów.
Echosonda zadziałała znakomicie rybki po wodą pływają więc wędki do wody no i właśnie zero brań.

Do 15-stej ani szarpnięcia jeszcze chwila na łowisku . I dzisiaj znowu kontrola SSR tym razem wpisałem dane do rejestrów w domu a po jazda do domu bo skoki narciarskie, nasi w drużynówce walczą.
Dobrze że chłopcy skaczą to szybciej się zwinęliśmy bo mróz i wiatr robił swoje i nie trudno się przeziębić.
Zresztą za kila godzin jedziemy na miętusa no i trzeba się wziąć za obiadu bo sami pojechaliśmy na ,,Formozę”-tak nazywamy naszą mini posiadłość wśród lasów Zdziarskich.
Na obiadzik zaserwowałem danie szybkie i tanie albowiem placki ziemniaczane posypane cukrem i do tego mleko ja tak lubię Junior jadł coś innego.
Jeśliście oglądali skoki no i było się z czego cieszyć brąz w takim pięknym stylu i walka o wyższe trofeum cośniesamowitego.
Dosypałem węgla do pieca.No i pakować się drżyjcie rybki.
Po 18-stej zmiana wędek na gruntówki latarki czołowe na głowę i wyjazd.
Śniegu w terenie jeszcze sporo zajeżdżamy nad miętusią rzeczkę bierzemy sprzęt i jazda nad wodę w oddali słychać szum wody spływającej po kamieniach idziemy śmiało dochodzimy na miejsce a tu rzeczka zamarznięta wije się piękne lodowisko.
Tego się nie spodziewaliśmy absolutnie od paru lat jeździmy w marcu na miętusa i zawsze rzeka witała nas wodą anie lodem.
Śmiałem się w duchu sam z siebie bo skoro San zamarzł to co dopiero takie mniejsze rzeczki.
No cóż w tym dniu byliśmy na wielu łowiskach a rybek złowionych zero.
Powietrze zdrowe mroźne czyste to bogactwo za darmo mimo braku ryb wyjazdy były udane wyciągnąłem zamiast ryb wnioski na przyszłość no z Wami trochę się podzieliłem. Pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized, Wędkarskie przygody. | Dodaj komentarz

Pierwsze okonie w tym roku

Dzisiejsza wolna sobota to piękny dzień,trochę mrożny i z delikatnym opadem sniegu. Jesteśmy na wsi bo trzeba popalić w domu by go ogrzac przed nadciągajacymi mrozami. Po spacerze z moja piekniejszą połową wywierciłem kilka dziur na mim stawie. Sprawdziłem grubość lodu. Jest na tyle gruby że można zaryzykować wejść na staw i połowić z pod lodu.
Decyzja trochę późna bo wyjechaliśmy dopiero o 12/30 , ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Na stwie jest grupka łowiących.
Łowią na srodku czyli jest bezpiecznie. Pojechaliśmy dalej w spokojne miejsce przy trzcinać typowo na okonie i nie tak głęboko.
Wywierciłem kila dziur Adam pod nęcił i czekamy.

Przechodzimy od dziury do dziury i nic. Po godzinie Adam ma branie.

Jest pierwsza rybka a później jeszcze kilka tak do 15/00 złowił jeszcze kila i dwie piękne rybki spięły się pod powierzchnią. Jak na pierwszy raz to super i jest zachęta na przyszłość.


Aby nie zakończyło się to zbyt radośnie to mamy kontrolę dokumentów i tłumaczenie dlaczego mi długopis nie pisze na mrozie. Kolega strażnik był tak wyrozumiały że zakończyło się na serdecznościach i wymianie uwag. Dołączam kilka zdjęć z wyprawy i pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized, Wędkarskie przygody. | Dodaj komentarz

Jak Stasiunio staw budował.

Z budową stawu to było tak:

Jeszcze jako dziecko jeździłem i chodziłem tą ścieżką i zawsze w dole na łące państwa Kutyłów stała woda a nawet był rowek z t.zw przepustem w którym na przedwiośniu i w czasie opadów płynęła woda.
Trochę później gdy córka państwa Kutyłów została moją żonę,myślałem o tym by pogłębić ten dołek na łące.
Marzenia się stawały realne gdy teściowa w 2002 roku rozpisała swoją posiadłość na Córki.
Nam się dostały zabudowania gospodarskie i kawałek ziemi właśnie z tym dołkiem i podmokłą łąką.
Zanim jednak zacząłem myśleć o kopaniu stawu to wybudowaliśmy sobie cichą przystań nasz domek. Całość nazwaliśmy na cześć teścia Józefa Kutyły,,Formoza”
Budowa domu i otoczenia kosztowało nasz dużo sił i pieniędzy dlatego staw odpuściłem sobie na jakiś czas by odpocząć.
Rozplanowałem sobie prace przy kopaniu stawu najpierw wyciąłem olchy dwie duże które rosły nad tym dołkiem.
Zaplanowałem że jeden z uciętych pni pozostałych z olchy w ziemi będzie stanowić podstawę pod pomost.
A z desek zrobiliśmy sztachety które stanowią część ogrodzenia
Z moimi Synami zaznaczyłem teren stawu wbiliśmy paliki i obłożyłem faszyną by  było gotowe gdy zaczniemy kopać.

Długo nie wytrzymałem i w 2005.12.umówiłem sprzęt do kopania i samochód do wywożenia ziemi.

Koparka przyjechała a samochód niestety nie. Zatroskany tym faktem dzwonie do kolegi który obiecał mi transport niestety nie odbiera telefonu.
Na szczęście w mojej firmie jest wywrotka . I tu pomogli mi życzliwi ludzie czyli kierownik który ma pod sobą transport no i kolega który był Prezesem technicznym .
Operator mimo że ziemia ta okazała się piękną gliną kopał jak mógł najszybciej i wydarł spory dół. Chałdy gliny były wszędzie  a samochodu ani słychu ani widu.
Samochód będzie na drugi dzień czyli w sobotę.
W tym dniu skończyliśmy kopać dosyć późno chciałbym jeszcze pobrać trochę głębiej i wy plantować brzegi i wywieść ziemię,no cóż bez samochodu to nie realne.
W planach miałem już miejsca gdzie to mogę wysypać . W brew pozorom to ważne,jest to ogromna ilość ziemi i gliny.
 Ziemię wywiozłem w dół po ziemi która poszła na budowę domu i inne miejsca.
Operator w sobotę  można powiedzieć  że zakończył dzieło. Dokończył kopać i wy plantował otoczenie stawu usypał wały. Wprawdzie staw miał być o połowę większy ale cóż nie myślałem o stawie hodowlanym.
 Po uporządkowaliśmy trochę teren wokół stawu i należało by zabezpieczyć tak głęboki wykop chociaż pozornym ogrodzeniem.
Dwa dni po wykopaniu staw na szczęście woda jeszcze nie podeszła trzeba się spieszyć by obłożyć dno faszyną która będzie chociaż trochę uniemożliwiać osypywanie się brzegów do środka zbiornika.
W pracach jak zwykle mogłem liczyć na Synów.
Woda jak widać zaczyna napływać no i święta za pasem trzeba kończyć i czekać na wiosnę.
A na wiosnę 2006 roku, śniegi puściły i zobaczcie co się stało. Wody jest pełen staw.
Jak to się mówi czas zrobi swoje i przyroda sobie da radę teren wokół stawu szybko zarastał zrobiłem kładkę z ławeczką a nawet dwie zaczęło się robić pięknie.
Wpuściłem kilka rybek by coś pływało w wodzie jak widać nawet się rozmnożyły.
Jak widać woda opadła, z jednej strony to dobrze bo będą zarastać trawą brzegi.
Prace przy stawie i obok posunęły się dalej, ogrodziliśmy teren siatką a wokół posadziłem kilka roślin i wierzb. Pojawiły się glony a co za tym idzie problem. Zacząłem je likwidować fizycznie po prostu grabiami ,podbierakiem,czym się dało. Wrzuciłem worek torfu, wapno w proszku, i powoli zaczęły znikać.Mylę że ruch wody spowodowany tym że ryby pływają to wszystko wpłynęło że staw się oczyścił.
Jak widać robi się przyjemny zakątek, zakwitły nawet nenufary.
W roku2007z pracami poszliśmy dalej i wybudowałem stacjonarnego grilla i wędzarnię.
Ale o tym nie teraz. Poniżej widać jak  ten stawik zmienia. W upalne dni można się ochłodzić.
Cały czas dopuszczam rybki. Z tym nie ma problemów bo z synem Adamem łowimy rybki jesteśmy wędkarzami. A i mamy kuzyna którego tato ma stawy rybne.
W dalszej części widać jak ten staw się zmienia. Jest rok 2008 .
W 2009przybywa więcej roślin i kwiatów.
Mam chętnych do połowu ryb bo pojawia się czapla,koty. Najgorsza jet wydra która robi spustoszenie,
 Już zaczynamy łowić rybki z naszego stawu.
Staw w tym czasie przeobrażał się piękniał. Jadnak z czasem trzeba i dołożyć trochę pracy. W 2011 roku gdy woda opadła można było wzmocnić brzegi .Wbiliśmy kilkadziesiąt pali i dołożyliśmy faszyny.
 Bywały lata że woda wypływała ze stawu.
Lata lecą staw się zamula stwierdziłem że trzeba zaingerować w naturę i pogłębić.
Ponieważ nasz staw jest zasilany wodą opadową z dachów domu i tarasu a lata są coraz suchsze i wody gruntowe opadają  trzeba pomóc i tym się liczyłem. Dlatego też dla uzupełniania wody w stawie  wykonałem odwiert i wbiłem t.zw szpica podłączyłem pompę i od czasu do czasu dopuszczam wody.
W roku 2013 nadarzyła się okazja i odmuliłem nasz stawik. Zlikwidowałem wyspę i w ten sposób zyskaliśmy tochę więcej powierzchni stawu. Pan operator ocenił że wywieźliśmy około 40 ton szlamu i ziemi.
Jak widać woda opadła i jest prawie biała,część rybek odłowiłem reszta została w wodzie.
Głębokość stwu poprawiona o 0,6 m.
Znowu jest zima, i okazja by wbić pale pod nowy pomost.
Dalsza część prac w następnym 2014 roku.
 
Lody stopniały i trzeba było użyć pontonu do budowy pomostu
Nowy pomost się sprawdził doskonale. Jak widać sprawdzał wykonawca.
Czas leci i przyroda daje sobie radę. Woda się oczyściła na tyle że widać pływające rybki.
W gorące dni można skorzystać z klimatu stawu i się ochłodzić.
 Rybki wróciły do wody.
Mam problem znowu zagościła w stawie wydra.Zauważyłem po pogryzionych rybkach.
Sielanka trwała 2 lata i znowu w  2016 roku postanowiłem pogłębić staw  czyli zrobić w nim dołek na zimowanie i przetrwanie letnich upalnych dni.
I tym razem woda zamieniła się w mleko ale mam nadzieję że to już na tym na razie koniec.
Wykonaliśmy jeszcze dla bezpieczeństwa barierkę od strony płotu i uzupełniliśmy kilkadziesiąt pali dla wzmocnienia brzegów.
Wiercę dziurki dla rybek. Jest rok 2017
Jest rok 2017 i staw znowu wraca dożycia.Obecnie przy największej suszy w stawie jest ponad 1 m wody.
Myślę jeszcze o nowym małym podeście od strony zasilania wody,ale to może poczekać.
Jest rok 2018 zima .
 Idzie wiosna 2018 rok.
Idzie wiosna,
Podsumowując wysiłek i wykonaną prace  to co stworzyliśmy jest dla mnie bezcenne.
Jeżeli ten wpis  ktoś przeczyta i skorzysta z moich doświadczeń będę się bardzo cieszył.
Minęło trochę czasu jak zaglądałem na ten wpis bo od wiosny 2018 r a tu już prawie wiosna 2019 r.wrzucę kilka zdjęć i opiszę je.
Lato 2018 r.
I znowu idzie wiosna
C.D.N.Pozdrawiam.
Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat. | 5 komentarzy

JAK STASIUNIO PIEC BUDOWAŁ

 

Od kilku lat nurtował mnie temat budowy pieca chlebowego przy grillu. Jak już raz o tym pomyślałem w głowie mi to utkwiło no i cóż trzeba działać. I udało się chociaż nie było łatwo, a jak było to opiszę i pokażę zdjęcia w celu wspomożenia takich jak ja  osób i t.zw pomysłowych Dobromirów w pomysłach i ich realizacji. A więc do dzieła.

Jak wcześniej wspomniałem grilla pod dachem już miałem była to kwestia rozbudowy.

Był to rok 2006 jak widać to były początki. Cała reszta była w planach.

Wszystko się zmieniało wraz z czasem i pomysłami.

Jak widać grill i wędzarnia służą.

Najpierw plany, szkice, materiały a najważniejsze wiedza, przecież nie jestem zdunem. No cóż pomyślałem o konstrukcji  na której by ten piec mógł powstać. Konstrukcja pieca została pospawana z kątownika 50x50x5. Ponieważ piec to duży obiekt to i dużo waży. Potrzeba solidny postument aby go w przyszłości utrzymał i stał solidnie. Wykopałem dół obok grilla i zalałem betonem wraz z konstrukcją. Teraz trzeba czekać na wyschnięcie betonu. Trochę późno zacząłem to zadanie bo już jesień była. A wszystkie prace wymagają czasu. No cóż może się uda nie będę wyprzedzał faktów. Jesień w tym roku nie  była zbyt ciepła to też opóźniało moje prace zduńskie.

Konstrukcję obmurowałem i a wierzch uzbroiłem i wykonałem szalunek do zalania.

Po wykonani podstawy pod palenisko pieca na wierzch wysypałem szkło które wraz zalanymi kamieniami ma trzymać ciepło.

 

Zasadnicze palenisko wymurowałem z cegły szamotowej,natomiast reszta murowana była z cegły czerwonej pełnej i dziurawki.

 

Murując myślałem w jaki sposób wykonać sklepienie ,wyjście spalin- dymu gdzie to wstawić i w jaki sposób wmurować  szyber i jak odprowadzić dym.

Nie ma jeszcze dachu przysłoniłem piec blachą.

Następną pracą było obmurowanie pieca cegłą  i wykonanie tynku aby wszystko uszczelnić i wzmocnić .No i pierwsze delikatne palenie aby sprawdzić szczelność,cug,no i aby wysuszyć przed ociepleniem.

Jest ok, jest cug super pali się i grzeje bardzo dobrze, ale nie zdążę z pozostałymi pracami takimi jak pomalowanie i eleganckie wykończenie. Udało mi się ocieplić.  Zastosowałem watę mineralną od góry zamurowałem i zalałem cementem z mieszanką gliny.

Piec piecem ale trzeba było wykonać dach nad nim i dokooptować do reszty żeby to jakoś wyglądało i funkcjonowało. Od strony otworu czyli drzwiczek wykonałem podsadzkę i stolik z marmurowym blatem który mi został po remoncie od kominka.

Jest zimno zbliżają się święta w piecu palę tylko jak mam czas by go wygrzać i wysuszyć. Przed świętami korzystam by sprawdzić jak się w nim piecze.

Jak widać na zdjęciach  wszystko się pięknie piecze i jest smaczne. Na  razie to tylko próby. Muszę się nauczyć piec  w piecu bo to nie piekarnik tyko ciepło naturalne nagromadzone podczas palenia drewna.Trzeba wiedzieć jaką temperaturę potrzeba by dala radę upiec i odwrotnie by nie była za duża. To wszystko przede mną. Nareszcie przyszła wiosna i będę mógł dokończyć dzieła. A pracy trochę jest tym bardziej że ja muszę dojeżdżać bo mieszkam w mieście. Najpierw chciałem by to razem tworzyło całość  pod dachem mam wędzarnię ,grilla i piec. To dla mnie mały sukces bo moje małe marzenie się ziściło. Zacząłem malować a efekt jak widać na załączanych zdjęciach.

Dorobiłem drzwiczki  i pomalowałem. Trochę jeszcze kosmetyki i sezon grillowy można zaczynać. Wykonałem  nowe pergole  poprawiłem dach i zamontowałem rynienki by nam woda nie kapała  bezpośrednio z dachu na głowy.

Pieczona rybka z pieca i sukces żonie bardzo smakuje.

 

W jesieni  piec wykorzystuję do suszenia grzybów.

Grzyby się suszą doskonale wystarczy nagrzać piec na około 200*C i po dwóch razach grzybki są suche no i piękne.Trzeba wykonać sobie taki przyrząd jaki ja posiadam. Suszymy przy uchylonym szybrze bo inaczej nam się grzybki ugotują.

Kończąc ten opis z perspektywy czasu mogę powiedzieć że trud i wysiłek włożony do wykonania tego ,,dzieła” się opłacał. Jeżeli ktoś czytający będzie miał pytania i uwagi to śmiało pytać odpowiem i jak będę mógł to pomogę . W tym celu tą budowę opisałem żeby inni skorzystali z pomysłu, może dla Kogoś będzie to podpowiedz i skorzysta z niej. Pozdrawiam .

Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat. | 1 komentarz

Największa Ryba Sezonu 2017

 

Zarząd Koła PZW nr 50 ,,Ciepłownik” Stalowa Wola  informuje Kolegów, że w dniu 17.09.2017
na zbiorniku ,,Warchoły” w Nisku Odbędą się Wędkarskie Zawody Towarzyskie ,,Największa Ryba sezonu 2017″
Zgłoszenia przyjmuje telefonicznie kol.Prezes i Skarbnik Koła do dnia 14.09.2017.
Startowe 10 zł młodzież uczaca się nie płaci.
Zbiórka chętnych w dniu zawodów do godziny 7/00 przed siedzibą koła t/j ul.Wałowa 1A.
Rozpoczęcie zawodów godzina 8/00.
Zapewniamy ciepły posiłek i ciekawe nagrody.Serdecznie zapraszamy.

Autor tekstu: stanisław kutyła

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | 2 komentarze

Wspomnień czar

W ostatnim dniu 2017 roku robiłem krótki objazd, i postanowieniem zobaczyć te miejsca gdzie jako mały chłopak a później już jako młodzieniec spędzałem czas.
A były to nie tylko przyjemności były tez obowiązki np: pasienie krów, prace w polu.
W okresie wiosennym z kolegami starszymi łowienie ryb. W tedy nie milem pojęcia o tym że istnieją jakieś przepisy-regulaminy łowienia ryb. Szedł sąsiad, starszy chłopak i wołał to się szło i tupaniem lub kijem straszyło rybki ukryte w faszynie lub pod skarpą. W lecie natomiast łowiło się używając tzw włoków. Była to sieć mocowana na dwóch tyczkach o rozpiętości 2-3 metrów która się rozstawiało od brzegu do brzegu rzeczki i naganiało rybki. W tym wypadku rybka jak wpadła to nie miała szans ucieczki.
Na takich wyprawach bylem kilka razy z sąsiadem jako naganiacz. Podpatrując starszych chodziliśmy na rybki z koszykami były to kosze nie specjalne na ryby tylko te których używało się w gospodarstwie do noszenia ziemniaków lub drewna opalowego do palenia w domu,
Ryb za wiele nie złowili ale raków za każdym razem było kilkanaście.Raki oczywiście się wpuszczało.
Woda w rzece Gilwka była czysta. Gdy w latach 70-tych nastała era nawozów stucznych i drenacja pól ,ryby, raki, żagy i.ślimaki żyjące w wodzie gdzieś znikły.
W okresie moich jak to nazwałem młodych lat rzeki ,rzeczki i rowy zostały wyregulowane i posiadały urządzenia do regulacji wysokości wody. Było to korzystne dla rolników bo w lecie laki i pola były nawadniane a my w tych rzeczkach kąpaliliśmy się całe lato.
Późne lato i jesień był to okres zbioru grzybów. Ja jako dziecko zbierałem głównie prawdziwki, rydze, kurki ,Innych grzybów się nie uznawało. Było ich dużo i poza nami nikt nie zbierał. Później powoli zaczęli przyjeżdżać ludzie z miasta jakąś syrenką lub trabantem i zbierali pieczarki po pastwiskach i łąkach a było tego aż biało nikt ze wsi nie zbierał więc mieszczuchy miały raj.
Gdy doroslem i zostałem ,,mieszczuchem” zaczołem się interesować wędkarstwem i poznałem przepisy, regulaminy i życie to dowiedział się że  ryby mają wymiar i okres ochronny. Teraz sam uczę przestrzegania przepisów i zachowania nad woda oraz przebywania na łonie przyrody .Młodzież ma warunki oraz możliwości no i wszystko temu sprzyja aby współżyć z naturą. Ale młodzież nie bardzo chce ma komputery,gry.
Rzeki ,rzeczki pozostawione zostały same sobie i lakby wracały do natury. Natomiast spustoszenie małych rzek robi duża populacja bobrów które nad wodą robią co chcą
Właśnie w tym ostatnim dniu 2017 roku odwiedziłem kilka cieków które przecinają pola i zrobiłem kilka zdjęć, Jak widać bobry i tu rządzą.
Pozdrawiam serdecznie w nowym 2018 roku życzę kolegom dużo owocnych wypraw nad wodę.

Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat., Uncategorized | 1 komentarz

Parę słów o mnie.

stanisław kutyła - groniar

Prywatnie jestem  jeszcze aktywny zawodowo, oprócz tego mam hobby i pracuję społecznie. Jestem prezesem koła  PZW nr 50 ,,Ciepłownik” w Stalowej Woli.Pracuję na swojej działce położonej na uboczu wsi. Uwielbiam chodzić po lasach i zbierać grzyby.Góry i morze to też miejsca które kocham. Rodzina to sens mojego życia. Pozdrawiam

Zaszufladkowano do kategorii O mnie. | Dodaj komentarz

Miętus panierowany z frytkami i kiszoną kapustą.

 

Ostatnio byłem kilka dni na urlopie w celu podgonienia prac wiosennych na działce, Pracowałem dość ciężko,a że byliśmy we dwóch i nie zjeżdżalismy do domu, bo wieczorem chcieliśmy powędkować, to i gotować coś trzeba było.
Były skrzydełka z grilla i podudzia i inne takie tam schabowe,ale  przed piątkiem przypomnialem sobie o miętusach zagrzebnych w zamrażalce a złowionych w kwietniu.
Panierowane miętusy to może być coś. Takich jeszcze nie jedliśmy.I tak na dwie osoby potrzeba:
1.Dwa średnie miętusy.
2.Sól.
3.Pieprz.
4.Cytryna.
5.Mąka.
6.Jajko
7.Bułka tarta.
8.Olej roślinny.
9.Ziemniaki 1kg
Wcześniej przygotowane ryby pokroiłem na mniejsze części  przekroiłem w poprzek na pół, Następnie posoliłem, popieprzyłem, skropiłem cytryną i odstawilem do lodówki, aby przeszły przyprawami.
Ziemniaki obrałem i pokroiłem na frytki.
Nastawiłem garnek z olejem i smażę frytki, bo z nimi trochę dłużej schodzi.
Ryby czyste i osuszone  panierujemy : najpierw obtaczam w mące  następnie w jajku a na koniec w bułce tartej i wkładam na rozgrzany olej.
Ryby smażę kilka do kilkanastu minut, te wyszły prawie brązowe, bo się zagapiłem..
Podałem z frytkami i z kapustą kiszoną ,,sandomierską”.  Wierzcie, że smakowało nam bardzo ,Żona jadła z bułką. Pozdrawiam.

Zaszufladkowano do kategorii Mój nie tylko kulinarny świat. | Otagowano | Dodaj komentarz

Pierwsze Integracyjne Zawody o Puchar Prezesa PEC Stalowa Wola

Koło Nr 50 ,,Ciepłownik” Stalowa Wola informuje Kolegów  Wędkarzy  i pracowników PEC Stalowa Wola że w dniu 04.06.2017r  odbyły się Pierwsze Integracyjne Zawody o Puchar Prezesa PEC.
Zawody odbyły się na zbiorniku Klonowe.
Pogoda w tym dniu dopisała. Było ciepło i słonecznie.
Zebrała nas się spora grupka bo na początku było nas  21  osób licząc wszystkich.Przed odziną 8/00 odbyła się odprawa. Po zapoznaniu uczestników z zasadami łowienia i uczestnictwa w zawodach , nastąpiło losowanie stanowisk.
W zawodach wzięło udział 14 kolegów w tym  trójka juniorów z najmłodsza dziewczyną Karoliną. Zawody rozpoczęliśmy o godz. 8/30.
W tym czasie bo około 9/00 przybył peleton sześcio osobowy na rowerach  z Panem Prezesem na czele.
Czyli razem było nas 27osób.
Dla wielu z kolegów ta impreza to święto  na którym można połowic pogadać i powspominać niektórzy byli pierwszy raz na takiej imprezie.
Z rozmów wynikało że im się podobało i proszą o jeszcze.
Jak to na zawodach  ryby brały marnie. Ale ważyć było  i tak co. Złowione dwa leszczyki przez kol. Boroń Zdzisława o wadze 680 gram dały mu zwycięstwo  i  puchar oraz złoty medal.
Drugie miejsce i srebrny medal zajął kol. Łabaj Mateusz wynikiem 640  i 13 szt ryb.
Trzecie miejsce i brąz kol. Olejarz Tomasz leszczyk 530 gram.
Ryby złowili także:
Olejarz Stanisław wynik 480 gram, Kruk Janusz 160 gram, Płatnerz Andrzej 34 gram.
Zwycięzcy otrzymali dyplomy i nagrody. Uhonorowano też najmłodszą uczestniczkę zawodów Karolinę która otrzymała Pięknego karpia królewskiego.
Wszyscy uczestnicy otrzymali znaczka okolicznościowe i dyplomy uczestnictwa w zawodach.
Prezes Kola i Prezes PEC Staliwa Wola pogratulował zwycięzcom i najmłodszej uczestniczce zawodów Karolinie.
Poinformował o następnych zawodach i zaprosił wszystkich na imprezę za rok.
Zawody zakończono poczęstunkiem.
Prym wśród organizatorów jak zwykle prowadził nasz Gospodarz Koła Czesław, który zadbał o to by zawodnicy i uczestnicy  nie wrócili głodni do domu i by te pierwsze zawody  wspominać mile. Gospodarz  przygotował wspaniałe dwa kociołki. Oprócz tego były kiełbaski i boczek z grilla a firma ,,Swojskie Smaki” Pani Banaszek zasponsorowała pierogi ruskie które podgrzewał Gospodarz na grillu.
Nastepne zawody 17.09.2017 zbiornik Warchoły.
Dołączam kilka zdjęć z tej imprezy.

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | Otagowano | Dodaj komentarz

Spławikowe Mistrzostwa Koła nr 50 Ciepłownik w Stalowej Woli.

Koło Nr 50 ,,Ciepłownik” Stalowa Wola informuje Kolegów  Wędkarzy, że w dniu 14.05.2017r odbyły się Zawody Spławikowe Mistrzostwa Koła nr 50 Ciepłownik za  2017r.
Zawody odbyły się na zbiorniku Jeziórko nr 5.
Pogoda w tym dniu dopisała było słonecznie i ciepło, lekki wiatr lecz nie przeszkadzający w wędkowaniu.
Na zawody przybyła spora grupka, bo 17-stu kolegów w tym dwóch juniorów. W zawodach wzięło udział 13 zawodników. Odbyła się jedna tura od 8/00 do 11/00.
Pozostali koledzy to organizatorzy zawodów, Sędzią Głównym zawodów był kol. Chmielewski Andrzej.
Prym wśród organizatorów jak zwykle prowadził nasz Gospodarz Koła Czesław, który dba o to by zawodnicy nie wrócili głodni do domu. Gospodarz zakupił kiełbaski ,kaszankę i boczek i podgrzewał na grillu.
Jak to na zawodach  ryby brały marnie. Ale bez ryb nie było,  złowione przez kol. Mokrzyka Zbigniewa 10 płotek dało mu 770 punktów i wygrał zawody. Drugie miejsce zdobył kol. Płatnerz Andrzej 260 punktów 2 rybki. Trzecie miejsce kol. Rafał Delekta 70 punktów i jedna rybka.
Ryby złowili także Kania Mieczysław i Delekta Dawid -junior.
Zwycięzcy otrzymali dyplomy i puchary. Uhonorowano też najmłodszego uczestnika zawodów juniora który tym razem nie złowił rybek  ale otrzymał on dyplom dla Najmłodszego Uczestnika Zawodów .
Zawody zakończono poczęstunkiem przygotowanym przez Gospodarza koła.
Prezes Kola pogratulował zwycięzcą i najmłodszemu uczestnikowi zawodów Kubie.
Prezes Kola poinformował Kolegów  o nadchodzących nowych zawodach ,,Opuchar Prezesa PEC” które odbedą się na zbiorniku Klonowe w dniu 04.06.2017.

          

Zaszufladkowano do kategorii Z życia koła "Ciepłownik" i nie tylko. | Dodaj komentarz